Skrót meczu Sparta Kazimierza Wielka - Zenit Chmielnik 3:1 (1:0)

Więcej

Liberator EW-250L nie wrócił do bazy!

Więcej

Dokąd zmierza Sparta Kazimierza Wielka?

Więcej

Victoria Skalbmierz wygrywa z Wisłą Nowy Korczyn - fotorelacja z 2 połowy

Więcej

Nidzica Dobiesławice - Dąb Nagłowice 3:1 (1:1) - foto

Więcej

Liberator EW-250L nie wrócił do bazy!

 

Jesień 1944 r. Na frontach II wojny światowej hitlerowskie Niemcy znajdują się już w pełnym odwrocie. Front wschodni zatrzymał się w Polsce na rzece Wiśle, front zachodni dotarł do ufortyfikowanej linii Zygfryda znajdującej się na dawnej granicy niemiecko – francuskiej. III Rzesza Narodu Niemieckiego wchodzi właśnie na ostatnią prostą prowadzącą do jej upadku. Jeden z najtragiczniejszych konfliktów w dziejach naszego świata skończy się już w maju roku następnego, ale tym czasem walka jeszcze trwa.

Dnia 16 października 1944 słońce w Polsce wstało przed 7 rano. Rozpoczynał się kolejny dzień ponurej okupacyjnej rzeczywistości. Tymczasem w dalekim włoskim Celone (znajdującym się już pod kontrolą aliantów) ze snu właśnie zbudził się Ronald T. Pither. To miał być kolejny „zwykły” dzień jego służby jeżeli za „zwykłe” uznamy niebezpieczne loty z zaopatrzeniem dla walczących partyzantów w okupowanej Europie. Ronald pełnił funkcję strzelca ogonowego w randze sierżanta na brytyjskim samolocie Liberator B-24J o numerze bocznym EW-250 L. Gdzieś od nieodległego morza powiał zimny wiatr, delikatnie zaskrzypiało okno wypędzając resztki snu z pokoju Pithera. Mężczyzna powoli wstał z łóżka i zaczął się ubierać. Jeszcze nie wiedział, że dla niego będą to wyjątkowe 24 godziny.


 

sierżant Ronald T.Pither (http://www.liberatorew250.com.pl/)

Lot zaczął się spokojnie. Obciążony zaopatrzeniem oraz ośmioosobową załogą Liberator ciężko wzniósł się z lotniska. Cztery potężne silniki Pratt & Whitney R-1830-64 (każdy po 900 KM mocy) pracowały ze słyszalnym trudem kierując samolot w stronę dalekiej i obcej Polski. Oprócz Pithera na pokładzie znajdowali się: 1-pilot Dennis Osborne, 2-pilot Charles Searle Stewart, obserwator Kenneth James oraz George Ray-Howett, Jack Edwin Speed, Ronald Cecil Bowden i Desmond Preston Richmond. Załoga wyznaczone miała cztery miejsca ewentualnego zrzutu zaopatrzenia. Pierwsze w okolicach Myszkowa, drugie (rezerwowe) w okolicach Radomska i trzecie oraz czwarte (rezerwowe) w okolicach Końskich. Czterosilnikowy Liberator należał do 205 grupy bombowej RAF (Royal Air Force – brytyjskich królewskich sił powietrznych). Trasa lotu przebiegała nad ówczesną Jugosławią, następnie Węgrami, Słowacją – po przekroczeniu Tatr samolot miał się skierować w stronę Krakowa. Cały lot (wraz z powrotem) miał trwać od 9 do nawet 11 godzin. Nierzadko bywało tak, że załogi wracały do włoskiej bazy wręcz na oparach paliwa. Nawigacja na trasie przelotu też nie należała do najłatwiejszych. Mimo wszystkich czyhających na samolot niebezpieczeństw, tym razem lot Liberatora przebiegał niemal spokojnie jak na warunki wojenne, nie licząc oczywiście kilku turbulencji i przypadkowego ognia niemieckiej artylerii przeciwlotniczej w okolicach węgierskiego Budapesztu, która nie wyrządziła samolotowi większych szkód.

Komputerowy model Liberatora EW-250L (http://www.liberatorew250.com.pl/)

Sierżant Pither miał jednak złe przeczucia. Coś nie dawało mu spokoju. Nie należał do ludzi, którzy łatwo poddawali się emocjom, ale tym razem było inaczej. Zacisnął ręce na dźwigni sterującej zespolonych dwóch karabinów maszynowych i popatrzył w dal. Ciemność zdawała się otaczać samolot i niemal wciągać go w siebie. Kabina strzelca ogonowego, którą zajmował nie należała do najwygodniejszych a i nazwanie jej ciasną też nie było zbyt odległe od prawdy. Jej zaletą  (jeżeli możemy użyć takiego słowa) było dość duże przeszklenie - co miało umożliwiać strzelcowi wypatrywanie ewentualnego zagrożenia i prowadzenie skutecznego ognia obronnego w razie ataku wrogiego samolotu. Miarowa praca silników wręcz hipnotyzowała, wibracje przenoszone na kadłub maszyny zdawały się kołysać strzelca do snu, ale Pither nie mógł spać. „Zbliżamy się do Tatr” – komunikat pierwszego pilota wypełnił słuchawki interkomu, sierżant potrząsnął głową odpędzając resztki senności. Do miejsca zrzutu było już blisko.

Szybko zapadał wczesny jesienny zmrok. Liszaje mgły powoli wypełzały na pola otulając swym zimnym i wilgotnym welonem pola i łąki małopolski. Na podkrakowskim lotnisku do startu przygotowywał się niemiecki Focke-Wulf Fw 190 – jednomiejscowy i jednosilnikowy szybki myśliwiec uznawany za najlepszy jaki wyprodukowali Niemcy w czasie II wojny światowej. Pilot uruchomił silnik, obłoki spalin otuliły maszynę, praca motoru po chwili unormowała się. Samolot ruszył i powoli zaczął nabierać prędkości aby po chwili łagodnie oderwać się od lotniska. Niemiecki myśliwiec rozpoczął patrol, który tak wiele miał zmienić w życiu Pithera.

Krzczonów, mała świętokrzyska wieś położona w okolicach Opatowca, powoli szykował się do snu. Sześcioletni Staszek delikatnie uchylił zasłonę zaciemnionego okna i nieśmiało popatrzył przez szybę. To był zimny, wilgotny, nieprzyjemny wieczór, kolejny wieczór trwającej ciągle wojny. Po szkle leniwie spływała kropla wody. Nagle, zupełnie niepodziewanie, niebo zapłonęło ogniem, a do uszów chłopca dobiegł ogłuszający dźwięk rozpaczliwie wyjących silników. Po chwili usłyszał potężny wybuch. Przerażony wybieg przed dom i w tej samej chwili, nad spokojnym jeszcze chwilę wcześniej Krzczonowem, rozpętało się piekło.

Miejsce katastrofy Liberatora dziś

Liberator płonął i szybko tracił wysokość. Jeden z silników już nie pracował, pozostałe też nie były w najlepszym stanie a kadłub samolotu podziurawiony niczym sito, tylko chyba cudem stanowił jeszcze całość. Focke-Wulf bezwzględnie wykorzystywał swoją przewagę co chwilę posyłając w kierunku Liberatora serie morderczych pocisków wyglądających na nocnym niebie jak roje świętojańskich robaczków. Dla samolotu były one wręcz mordercze. Szklana osłona stanowiska strzelca ogonowego była potrzaskana, odłamki szkła poraniły Pitherowi twarz, krew zalewała mu oczy, ale po za tym, jakimś cudem, sierżant nie odniósł poważniejszych obrażeń. Miał świadomość tego, że samolot jest stracony. Zdawał sobie sprawę, że musi wyskoczyć, za wszelką cenę opuścić płonący samolot. To była ostatnia chwila, ostatni moment, w którym mógł to zrobić. Strach dodawał mu sił. Skoczył. Noc przyjęła go, otuliła, otworzyła swoje ramiona. To wszystko było tak nierzeczywiste. Jeszcze godzinę temu czuł się w miarę bezpiecznie, a teraz opadał w nieznane. Gdzieś nad sobą usłyszał kolejną serię posyłaną przez niemieckiego pilota w kierunku bezbronnego już Liberatora. To była egzekucja. Po chwili, trwającej niczym cała wieczność, sierżant poczuł mocne uderzenie, był na ziemi! Żył!

Podziurawiony przez kule, płonący Liberator niestety nie miał tyle szczęścia co Pither, nie mięli go również jego towarzysze broni. Pilot próbował ratować zmasakrowany samolot, ale uszkodzenia były zbyt poważne. Awaryjne, wręcz rozpaczliwe, lądowanie nie powiodło się. Liberator uległ zniszczeniu, a jego załoga poniosła śmierć. Ocalał tylko on, sierżant Ronald T. Pither. Jego dalsza historia wcale nie musiała zakończyć się optymistycznie biorąc pod uwagę wojenną zawieruchę, która ciągle szalała w naszym kraju. To już jednak materiał na zupełnie inną opowieść.

 

Poszukiwania części Liberatora przez Stowarzyszenie Wizna 1939 (wrzesień 2018 r.)

Powyższa historia, mimo, że oparta na faktach, jest tylko i wyłącznie moją (dość dowolną) interpretacją tamtych wydarzeń. Po raz pierwszy dzieje Liberatora usłyszałem od mojego dziadka jako dziecko gdzieś w połowie lat 80-tych XX wieku. Była, to jedna z wielu wojennych opowieści, które miałem szczęście wysłuchać przed jego śmiercią, i które wywarły na mnie bardzo duże wrażenie. Dziadek w latach II wojny światowej był aktywnym (choć cywilnym) działaczem Batalionów Chłopskich i świadkiem katastrofy Liberatora. Legenda ocalonego lotnika i rozbitego samolotu (w tamtych czasach) była ciągle bardzo żywa wśród mieszkańców Krzczonowa. Wielu z nich w swoich gospodarstwach wykorzystywało jeszcze w latach 60-tych XX wieku aluminiowe części alianckiej maszyny.

   

Odnalezione części samolotu (wrzesień 2018 r.)

 Adam Jarkiewicz (trzeci z lewej) wraz z członkami Stowarzyszenia Wizna 1939

Podejrzewam, że podobną drogę przeszedł mój kuzyn Adam Jarkiewicz, którego ogromną zasługą jest ożywienie tej historii, powołanie Komitetu i w ostateczności doprowadzenie do tego, że alianccy bohaterowie zostali niejako wskrzeszeni i przywróceni w pewnym sensie do życia. Dziś na miejscu katastrofy prowadzone są prace. Przy współpracy ze Stowarzyszeniem Wizna 1939 udało się odnaleźć duże części dwóch silników Liberatora. Na miejscu katastrofy swój program telewizyjny (Było, nie minęło – kroniki zwiadowców historii) zrealizował również niezmordowany Adam Sikorski. Już w niedzielę 14 października odsłonięty ma zostać pomnik poświęcony bohaterskim lotnikom Liberatora. Jeżeli kogoś z was ten temat zainteresuje, to podaje linki do materiałów związanych z tą historią oraz zapraszam na uroczystości związane z upamiętnieniem bohaterskich lotników. Ta historia jeszcze nie dobiegła do końca. Jej kolejna odsłona już w najbliższą niedzielę w Kocinie.

 

Przydatne linki:

https://vod.tvp.pl/video/bylo-nie-minelo,liberator-ew-250-l-nie-wrocil-do-bazy,37031609

http://www.liberatorew250.com.pl/

http://www.wizna1939.eu/

https://pl-pl.facebook.com/stowarzyszeniewizna.1939/

Moje zdjęcia z poszukiwań drugiego silnika Liberatora: https://drive.google.com/drive/folders/1P0V0C8nR2ixi-OnqINbw07ebqcKs_G7H?usp=sharing

 

<Marcin Jarkiewicz>

Dodaj komentarz

Polecane

Polecam

sobota, 19 Marzec, 2016 - 16:30

Ostatnio ogłosiliśmy akcję, którą można nazwać po prostu "Polecam". Zachęcamy w niej wszystkich tych, którzy przeczytali fajną książkę, obejrzeli fajny film, sztukę lub byli w fajnej restauracji, aby podzielili się swoimi pozytywnymi emocjami z innymi. Mamy już pierwsze recenzje, za którę serdecznie dziękujemy. Będą one zamieszczane jako aktualności, a na stałe będą dostępne w dziale "Z innej beczki".

Kalendarium

poniedziałek, 14 Wrzesień, 2015 - 13:33

Wiesz o wydarzeniu sportowym i chcesz, żebyśmy o nim napisali? Napisz do nas: redakcja@aktywnakazimierza.pl

XCrider.pl czyli blog motocyklowy nt. CrossCountry

piątek, 5 Maj, 2017 - 16:38

http://xcrider.pl/ to ciekawy blog Tomka Widłaka - jednego z mieszkańców Kazimierzy Wielkiej. Postanowił on, wszystkim fanom jednośladów przybliżyć tę dyscyplinę sportu. Robi to w bardzo przejrzysty sposób, a jego doświadczenie dziennikarskie i wcześniejsza współpraca z branżowymi wydawnictwami sprawia, że bloga czyta się bardzo fajnie. Serdecznie polecamy.

Liga Typerów PLF sezonu 2016/2017

czwartek, 16 Marzec, 2017 - 11:51

Dobiegła końca I edycja Ligi Typerów PLF. W sezonie 2016/2017 najlepiej zaprezentowali się gracze związani z Przemykowem, którzy zajęli całe podium. Zwyciężył Jarek Oracz. Najlepszy wynik jednej kolejki w całej lidze należy natomiast do Dawida Cichego z Cudzynowic

Nasi partnerzy